6 słynnych sequeli, w których główną rolę zagrał całkiem inny aktor

6 słynnych sequeli, w których główną rolę zagrał całkiem inny aktor

Niektóre produkcje filmowe osiągają tak nieprawdopodobny sukces kasowy, że wręcz oczywistym krokiem jest nakręcenie kolejnych części. Czasami jednak sprawy nagle się komplikują i wskutek pewnych nieporozumień wewnątrz ekipy okazuje się, że aby całe przedsięwzięcie miało prawo bytu, totalnej zmiany wymaga na przykład… główna rola, a raczej to, kto ją zagra.

Dziś pragniemy przedstawić Wam historie kilku hollywoodzkich hitów filmowych, a raczej ich kolejnych części, w których kluczowi bohaterowie zostali zobrazowani przez całkiem innych aktorów niż w części pierwszej.

Reklama

1. Keanu Reeves odmówił ponownego wcielenia się w rolę oficera Jacka Travena w filmie „Speed 2: Wyścig z czasem”, dlatego został zastąpiony przez Jasona Patrica.

„Speed: Niebezpieczna prędkość”, czyli film akcji o autobusie, który ma eksplodować, jeśli pojedzie wolniej niż 80 km/h, był wielkim hitem w 1994 roku i wyniósł Sandrę Bullock na szczyty sławy. Ugruntował też pozycję Keanu Reevesa jako gwiazdy kina akcji, więc nie było żadną niespodzianką, gdy ogłoszono, że do kin trafi sequel z Sandrą Bullock i… Jasonem Patriciem w rolach głównych.
 
Studio oczywiście chciało, aby to Reeves zagrał w sequelu, ale aktor nie był zbytnio zachwycony koncepcją reżysera Jana de Bonta. Ten bowiem nie skupił się na autobusie próbującym utrzymać dużą prędkość w zatłoczonym Los Angeles, ale na… wolno płynącym statku wycieczkowym na otwartym morzu.
 
Jak powiedział Reeves w programie Jimmy’ego Kimmela: „Uwielbiałem pracować z Janem de Bontem i Sandrą, to oczywiste. Po prostu w życiu zdarzyła się taka sytuacja, że dostałem scenariusz, przeczytałem go i pomyślałem: 'Słabo’. Chodziło o statek wycieczkowy, a ja uświadomiłem sobie, że przecież jest on jeszcze wolniejszy niż autobus, i pomyślałem: 'Kocham was, ale nie mogę tego zrobić'”.
 
Pomysł reżysera ze statkiem wycieczkowym, na który zdecydował się po odrzuceniu setek propozycji scenarzystów, również nie zachwycił Sandry Bullock, ale aktorka ostatecznie zgodziła się wystąpić w sequelu w zamian za sfinansowanie przez studio jej wymarzonego projektu Hope Floats. Jak się okazało, Reeves miał rację – „Speed 2: Wyścig z czasem” okazał się ogromną klapą komercyjną i porażką w opinii krytyków, a jego ocena na portalu Rotten Tomatoes wynosi obecnie jedynie 4%.
Reklama

2. Gwiazdor filmu „Terminator 2: Dzień sądu” Edward Furlong nie zagrał Johna Connora w filmie „Terminator 3: Bunt maszyn”, ponieważ zastąpiono go Nickiem Stahlem.

Na początku XXI wieku realizacja trzeciego filmu o Terminatorze nie układała się najlepiej, zwłaszcza dla wytwórni Warner Bros. James Cameron, współtwórca serii i reżyser dwóch pierwszych filmów, w tym ogromnego hitu „Terminator 2: Dzień sądu”, odmówił napisania scenariusza i wyreżyserowania nowego filmu. Z udziału w projekcie zrezygnowała również Linda Hamilton, która zagrała w dwóch pierwszych filmach rolę Sary Connor. Warner Bros. zatrudniło jednak Arnolda Schwarzeneggera i, przynajmniej przez chwilę, Edwarda Furlonga, który miał ponownie wcielić się w rolę Johna Connora.
 
Mimo że Furlong cieszył się ogromną popularnością w pierwszym sequelu, Warner Bros. zdecydowało się jednak zrezygnować z dalszej współpracy z nim. Obawiano się bowiem, że jego nagłośniony wówczas problem z narkotykami może zagrozić produkcji. Furlong ze swojej strony powiedział: „Przeżywałem wtedy swoje własne problemy – cokolwiek by to nie było, po prostu nie było mi to pisane”. Zamiast niego do roli zatrudniono Nicka Stahla.
 
Bez Camerona, bez Hamiltona i bez chemii na linii Furlong-Schwarzenegger, nowy film nie do końca pasował do całej serii. Mimo to okazał się sporym hitem na całym świecie i uzyskał przyzwoitą ocenę 69% na Rotten Tomatoes.
Reklama

3. Rachel Weisz zagrała Evelyn Carnahan w filmach „Mumia” i „Mumia powraca”, ale w filmie „Mumia: Grobowiec cesarza smoka” została zastąpiona przez Marię Bello.

Jeśli wierzyć reżyserowi Robowi Cohenowi (który zastąpił Stephena Sommersa, twórcy dwóch pierwszych „Mumii”), Rachel Weisz zrezygnowała z udziału w filmie, ponieważ postarzono w nim bohaterów i w efekcie jej postać miałaby 21-letniego syna. Cohen powiedział Heat: „Dostałem bardzo nieprzyjemny telefon od jej agenta, że na pewno nie zagra matki 21-latka. Powiedziałem: 'OK, dobrze, dobrze, do widzenia'”.
 
Weisz twierdzi jednak, że zrezygnowała z udziału z produkcji, ponieważ kręcenie tego filmu wymagałoby od niej spędzenia aż pięciu miesięcy w Chinach z dala od 2-letniego syna. Pojawiły się też plotki, że Weisz nie spodobał się scenariusz.
 
Możliwe też, że gwiazda, która miała już na koncie Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej i grała w filmach wyższej jakości, nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona do nowego reżysera. Jego poprzedni film uzyskał bowiem mizerny wynik 12% na Rotten Tomatoes.
 
Ostatecznie Weisz podjęła dobrą decyzję, mimo że film okazał się kasowym hitem. „Grobowiec Cesarza Smoka” to bowiem najgorzej oceniany film z całej serii, a jego ocena na Rotten Tomatoes wynosi jedyne 12%.
 
Reklama

4. W sequelach „Powrotu do przyszłości” Elisabeth Shue zastąpiła Claudię Wells w roli dziewczyny Marty’ego – Jennifer Parker, zaś Jeffrey Weissman zastąpił Crispina Glovera w roli George’a McFly’a.

Po ogromnym sukcesie „Powrotu do przyszłości” wytwórnia Universal naturalnie była podekscytowana możliwością powrotu całej obsady, ale po drodze pojawiły się pewne przeszkody.
 
Po pierwsze, Claudia Wells poinformowała studio, że nie wystąpi w sequelu, ponieważ musi zająć się swoją chorą na raka matką. Do roli Jennifer szybko zaangażowano więc wschodzącą gwiazdę Elisabeth Shue (świeżo po premierach filmów „Karate Kid” i „Koktajl”).
 
Sytuacja z rolą George’a McFly’a była o wiele bardziej skomplikowana. Crispin Glover powiedział Howardowi Sternowi, że zaoferowano mu jedynie 125000 dolarów, co według niego było znacznie mniejszą kwotą niż ta, którą otrzymywali jego partnerzy. W odpowiedzi na tę propozycję Glover, któremu dodatkowo nie spodobał się scenariusz, zażądał aż miliona dolarów.
 
Twórcy filmu i studio zdecydowali się więc na zatrudnienie Jeffreya Weissmana, który miał: a) naśladować Glovera i b) wyglądać jak on, nosząc maskę Glovera wykonaną na potrzeby pierwszego filmu. Ta sztuczka udała się znakomicie, ponieważ większość widzów nie miała pojęcia, że George’a McFly’a tym razem gra inny aktor.
 
Jedyną osobą, której się to nie spodobało, był sam Glover, dlatego pozwał wytwórnię Universal. Wspominając to wydarzenie, Glover powiedział, że było to dla niego przekroczenie pewnej granicy. „Gdyby po prostu zatrudnili innego aktora, a tak właśnie myślałem, że się stało, byłoby to całkowicie legalne i nie miałbym nic przeciwko temu” – powiedział.
 
Finalnie Universal i Glover zawarli ugodę na kwotę 760000 dolarów, ale sprawa ta zapoczątkowała ważną dyskusję na temat celebrytów i własności ich wizerunku. W ostatnich latach Screen Actors Guild (Gildia Aktorów Ekranowych) ustanowiła zasady chroniące aktorów w takich sytuacjach.
Reklama

5. Edward Norton zagrał Bruce’a Bannera/Hulka w filmie „Incredible Hulk”, ale w „The Avengers” (i później) został zastąpiony przez Marka Ruffalo.

Przeniesienie Hulka na duży ekran było dość trudną i wyboistą drogą. W 2003 roku Ang Lee wyreżyserował film „Hulk”, w którym główną rolę zagrał Eric Bana, ale produkcja ta okazała się kasową porażką. Kiedy więc Marvel ponownie nabył prawa do tej postaci, zdecydował się na kolejny film – tym razem z udziałem Eda Nortona. Niestety dla Marvela, to przedsięwzięcie również nie poszło po ich myśli, przynosząc tylko nieznacznie większe zyski niż pierwszy film. Jeśli Marvel nie był zadowolony z wyników kasowych, prawdopodobnie nie był też zachwycony kłótniami z Nortonem o ostateczną wersję filmu. Norton chciał bowiem wersji 135-minutowej, podczas gdy Marvel naciskał, aby film trwał mniej niż dwie godziny. Co gorsza, plany studia, by skrócić film, zakładały wycięcie wielu scen napisanych przez samego Nortona. Później natomiast, gdy przyszedł czas na promocję filmu, Norton często był niedostępny.
 
Mimo tych trudności studio Marvel początkowo wciąż było gotowe na współpracę z Nortonem jako odtwórcą roli Hulka w filmie „The Avengers” i później, dlatego rozpoczęto negocjacje. Zostały one jednak przerwane, gdy prezes Marvela, Kevin Feige, wydał oświadczenie o następującej treści: „Podjęliśmy decyzję, że Edward Norton nie powróci, aby zagrać rolę Bruce’a Bannera w filmie 'The Avengers’. Nasza decyzja zdecydowanie nie jest oparta na czynnikach finansowych, ale na potrzebie znalezienia aktora, który uosabiałby kreatywność i ducha współpracy innych utalentowanych członków obsady”.
 
Agent Nortona, Brian Swardstrom, odparł, że „Edward cieszył się z możliwości pracy z Jossem (Whedonem, reżyserem „The Avengers”) i innymi aktorami z obsady 'The Avengers’, z których wielu jest jego osobistymi przyjaciółmi. Oświadczenie Feige’a jest nieprofesjonalne, nieszczere i w oczywisty sposób zniesławiające. Talent, niestrudzona etyka pracy i uczciwość zawodowa pana Nortona zasługują na większy szacunek, podobnie jak fani Marvela”.
 
Niezależnie od tego, kto jest winny, wydaje nam się całkiem logiczne, iż podczas kręcenia filmu o postaci, która nie potrafi opanować gniewu, wszyscy twórcy również stracili zimną krew.
 
Reklama

6. Alec Baldwin wcielił się w rolę Jacka Ryana w filmie „Polowanie na Czerwony Październik”, ale w filmie „Czas patriotów” o przygodach tego samego bohatera zastąpił go Harrison Ford.

Jeśli masz mniej niż 40 lat, Alec Baldwin kojarzy Ci się zapewne z rolami komediowymi, a to dzięki rolom w „Rockefeller Plaza 30” czy „Saturday Night Live”. Aktor jednak stał się również gwiazdą kina akcji, grając analityka CIA Jacka Ryana w thrillerze szpiegowskim „Polowanie na Czerwony Październik” z 1990 roku, który przyniósł zysk w wysokości ponad 200 milionów dolarów.
 
Wszyscy spodziewali się, że młody wówczas gwiazdor wystąpi także w sequelu o nazwie „Czas patriotów”. Kiedy jednak film trafił do kin, okazało się, że Ryana zagrał Harrison Ford. Jeśli zapytać Baldwina, co się stało, zapewne odpowie, że został wykiwany przez Forda. W swojej książce „Nevertheless” Baldwin twierdzi bowiem, że był już w w trakcie negocjacji ze studiem w tej sprawie, kiedy nagle Ford zwrócił się do nich z propozycją przejęcia roli. Co więcej, twierdzi, że reżyser „Polowania na Czerwony Październik” John McTiernan zapytał Forda, czy czuje się źle z powodu odebrania roli Baldwinowi, na co Ford miał odpowiedzieć: „Pieprzyć go”. Baldwin opisał później Forda jako „małego, niskiego, chudego i krępego człowieczka, którego miękki głos brzmi tak, jakby dobiegał zza drzwi”.
 
Na obronę Forda przemawia fakt, że w czasie negocjacji w sprawie sequela Baldwin grał na Broadwayu w „Tramwaju zwanym pożądaniem”, a studio było sfrustrowane jego niechęcią do określenia, kiedy dokładnie skończy pracować nad sztuką i będzie gotowy do nakręcenia „Czasu patriotów”. Ostatecznie Ford zagrał Ryana po raz drugi w filmie „Stan zagrożenia”, który zastąpił „Polowanie na Czerwony Październik” na pozycji najlepiej zarabiającego filmu z serii o Jacku Ryanie (fakt ten musiał zapewne bardzo boleć Baldwina!).
 
Czy według Was zmiany głównego aktora w kolejnych częściach kasowych produkcji działają na ich korzyść? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach!
Źródło: buzzfeed.com